Puszcza Bukowa - informacje, mapy, forum, galeria.

Logowanie

Sonda

Jak, według Ciebie, powinno wyglądać zagospodarowanie turystyczne leśnych obszarów w Puszczy Bukowej?
 

Witamy, Buczynowy Ludku
Nazwa użytkownika Hasło: Zapamiętaj mnie

Wycieczki Klubu Kniejołaza
(1 przeglądających) (1) Gość
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3

TEMAT: Wycieczki Klubu Kniejołaza

8 mies., 2 tyg. temu Wycieczki Klubu Kniejołaza #2285

  • Chris
  • Offline
  • Pustelnik (KK)
  • Posty: 634
W dniu dzisiejszym do grona Kniejołazów dołączył Andrzej i Jacek, których serdecznie witamy. Ceremonia odbyła się wieczorową porą przy Lwiej Paszczy.
Po zagaszeniu ogniska ruszyliśmy po ciemku przez Puszczę spotykając co chwile tajemnicze stwory i stado saren, które swoim zwyczajem chciały skoczyć nam na plecy. Na szczęście ekipa dotarła do miejsca startu cała i zdrowa.

Kolejny wypad dla Klubowiczów odbędzie się 18 września. Szczegóły niebawem.

Osoby chcące dołączyć do Klubu zapraszam do zakładki "Klub Kniejołaza".
Ostatnio zmieniany: 8 mies., 2 tyg. temu przez Chris.

8 mies., 1 tydzień temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2307

  • Chris
  • Offline
  • Pustelnik (KK)
  • Posty: 634
Kolejna wycieczka Klubu Kniejołaza odbędzie się 18 września(niedziela).

Uczestniczyć w niej mogą tylko osoby należące do Klubu.

Informacje organizacyjne:
Miejsce startu: Moczyły (dojazd samochodem przez Kołbaskowo)
Godzina: 9:00
Trasa: Moczyły - Wzgórze Morenka - Moczyły - Kamionka - Pargowo - Kamieniec - Moczyły.
Dystans: ok 18km.
Ogniska raczej nie przewidujemy. Wysokie buty mogą być przydatne, szlak miejscami błotnisty.

Jeśli ktoś nie ma czym dojechać do Moczył proszę o kontakt, mogę zabrać z miasta.

8 mies. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2321

  • Chris
  • Offline
  • Pustelnik (KK)
  • Posty: 634
Podobno nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednio ubrani ludzie. Tą teorię mieliśmy okazję sprawdzić w praktyce podczas ostatniej wycieczki Klubu Kniejołaza. Trasę pokonaliśmy zgodnie z założeniami z małą przerwą na herbatę w Najderówce.

Dziarska ekipa Klubu w Moczyłach.
IMG_0878.jpg


Widoki na szlaku. Zdarzało się, że szliśmy z głową w chmurach (dosłownie).
IMG_0890.jpg


W drodze powrotnej dawały się we znaki rozmoknięte drogi leśne. Dziwne, taneczne kroki były częste.
IMG_0895.jpg


Ostatnia prosta. Przemoczeni, ubłoceni ale szczęśliwi.
IMG_0900.jpg

8 mies. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2325

  • maxon
  • Offline
  • Włóczykij
  • www.polecam.org/okoliceszczeci​na
  • Posty: 15
O kurczaki, chyba fajnie było... może następnym razem mi się uda. A błotko było?
"Podróżujesz nie po to by zobaczyć nowe, lecz by patrzeć inaczej na stare."
Ostatnio zmieniany: 8 mies. temu przez Chris.

8 mies. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2326

  • Swaq
  • Offline
  • Pustelnik (KK)
  • Posty: 374
Błotka było tyci tyci, że po kolana .

6 mies., 3 tyg. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2560

  • Paweł
  • Offline
  • Szaman (KK)
  • Posty: 801
Wycieczka dla członków KK i osób które mają być przyjęte. Spotykamy się w niedzielę o 15.00 przy dębach Krzywoustego (wycieczka w teren). Powrót około 20.00. Szczegóły wysyłam na pocztę email.
Ostatnio zmieniany: 6 mies., 3 tyg. temu przez Paweł.

6 mies., 2 tyg. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2618

  • Chris
  • Offline
  • Pustelnik (KK)
  • Posty: 634
W niedzielę, 6 listopada, będzie miał miejsce wypad w teren dla członków Klubu Kniejołaza. Tym razem zapuścimy się w zachodnie krańce Puszczy Bukowej, zwiedzimy uroczysko mosty, starą prochownię, ruiny młyna i bunkry. Zamówiona jest słoneczna pogoda. Osoby chętnie do przyłączenia się do Klubu mogą wysłać jeszcze zgłoszenie.

6 mies., 1 tydzień temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2640

  • Chris
  • Offline
  • Pustelnik (KK)
  • Posty: 634
Zgodnie z zapowiedzią Klubowicze wyruszyli w słoneczną niedzielę w Knieję. Pierwszy, krótki przystanek był przy Mostach, czyli dawnym poligonie saperskim. Żołnierze niemieccy uczyli się tutaj wysadzać różnego rodzaju budowle inżynieryjne. Jak na dawny poligon przystało znaleźliśmy minę przeciwczołgową.
IMG_4707.jpg


Z Uroczyska Mosty skierowaliśmy się na południe do starej prochowni, po drodze znajdując siedlisko kwaśnej dąbrowy. Dawna prochownia to kompleks schronów naziemnych. Kilkanaście niedużych schronów służyło jako skład materiałów wybuchowych.
IMG_4714.jpg


Kolejnym przystankiem było uroczysko bunkry. 3 duże schrony zasypane ziemią, połączone korytarzem. Obiekt używali Rosjanie urządzając tu podobno centrum dowodzenia wojsk rakietowych.
IMG_4741.jpg


Po krótkiej przerwie, podczas której niektórzy zjedli 4 bycze kanapki ruszyliśmy w kierunku leśniczówki Podjuchy, przecięliśmy trasę S3 aby dojść do rzeczki Omulna. Idąc wzdłuż niej dotarliśmy do ruin młyna wodnego. Obiekt podczas II wojny światowej został przekształcony na tartak i posłużył wojskom rosyjskim do cięcia drewna na przeprawę przez Odrę.
IMG_4758.jpg


Ruiny zabudowań, zastawki, mury oporowe robią wrażenie. Widać, że był to dawniej duży kompleks budynków. Spokojna okolica i szum wody na zastawkach zachęciły do zrobienia ogniska i chwili odpoczynku przed wyruszeniem w drogę powrotną.

Na koniec zdjęcie "rodzinne" Klubowiczów uczestniczących w wypadzie (poza autorem) pod okazałym dębem.
IMG_4812.jpg
Ostatnio zmieniany: 6 mies., 1 tydzień temu przez Chris.

6 mies., 1 tydzień temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2641

  • Swaq
  • Offline
  • Pustelnik (KK)
  • Posty: 374
A oto i sam autor ostatniej fotki.
IMG_2347.jpg

Z powyższego wynika, iż KK prowadzi działalność dla wszystkich chętnych, nawet Utopców i trolli! Zapraszamy.

6 mies., 1 tydzień temu Re: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2693

  • Chris
  • Offline
  • Pustelnik (KK)
  • Posty: 634
W niedzielę (13 listopada) Klub Kniejołaza rusza w Knieję po raz kolejny. Tym razem obejdziemy okolice jeziora Binowo, Zgniły Grzyb i Glinna. Rozpoczniemy także prace nad oznakowaniem dróg nazwami zwyczajowymi. Rajd przeznaczony jest wyłącznie dla członków Klubu i przypominam, że przyjmujemy (po uprzednim zgłoszeniu) wszystkich miłośników Puszczy i tych, którzy chcą dopiero ją poznać.
Ostatnio zmieniany: 6 mies., 1 tydzień temu przez Paweł.

6 mies. temu Re: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2702

  • Eustachy
  • Offline
  • Traper (KK)
  • Posty: 145
Nad jeziorem Czarnym.

Pozdrawiam, Roman

6 mies. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #2710

  • Chris
  • Offline
  • Pustelnik (KK)
  • Posty: 634
Podczas niedzielnego wypadu udaliśmy się nad kilka ciekawych jezior. Z Binowa udaliśmy się na zachód by skręcić na południe w stronę Jeziora Zgniły Grzyb. Po drodze natknęliśmy się na 2 grupy pomników przyrody. Do jeziora zbliżyliśmy się od strony północnej i po przeprawie przez moczary trafiliśmy na wzniesienie na którym stało wczesnośredniowieczne grodzisko.

Jezioro Zgniły Grzyb:
IMG_5058.jpg


Grodzisko:
IMG_5068.jpg


Po przerwie na jedzenie i odpoczynek ruszyliśmy w stronę Jeziora Glinna. To jedno z największych jezior w Puszczy. Przeszliśmy wzdłuż zatoki wężówki do Drogi Siennej i dalej czarnym szlakiem do Jeziora Czarnego.

Jezioro Glinna:
IMG_5088.jpg


Przy jeziorze Czarnym odkryliśmy kilka dużych głazów zalegających w dolinie. Duży głaz na wschodnim brzegu jeziora roboczo ochrzciliśmy jako Głaz Bez Majtek. Dlaczego taka nazwa to informacja tylko dla Klubowiczów.

Po krótkiej przerwie udaliśmy się do Jeziora Wężówka i dalej w kierunku drogi do Binowa. Po drodze minęliśmy pozostałości po osadzie ziemskiej Karolew i pomnikową lipę. Ostatnim jeziorem na trasie był Piasecznik Wielki.

IMG_5123.jpg


Zmęczeni ale w dobrych humorach doszliśmy brukiem do Binowa gdzie zaczynał i zakończył się klubowy wypad.
Na koniec pamiątkowa fotka przy ciekawej grupie grabów.

IMG_5048.jpg

4 mies., 3 tyg. temu 18 grudnia 2011 - kolejna wyprawa :) #3071

  • DorotaM
  • Offline
  • Traper (KK)
  • Posty: 228
Dzisiejszy rajd rozpoczął się dla nas na pętli autobusowej w Śmierdnicy. Przyjechałyśmy z GosiąW, a tam już czekał Junga. Ze względu na mało zachęcającą temperaturę, postanowiliśmy zaczekać na resztę w pojazdach. Następnym autem na pętli pojawił się Eustachy, przywożąc ze sobą Swaq i jedreka19488. Chris się ochwacił i nie mógł wziąć udziału w eskapadzie. Na Pawła z Sylwestrem i Jackiem czekaliśmy i czekaliśmy. Pojawiła się wizja, że gdzieś tam na drodze się zatrzymali i wykańczają nasz miód, ale okazało się, że niesłusznie ich podejrzewaliśmy, za co niniejszym bardzo przepraszam. Ruszyliśmy w drogę, prowadził Paweł.
Jechaliśmy nie za długo, auta zaparkowaliśmy niczym w amerykańskim filmie o gliniarzach- jedno za drugim. Wygramoliliśmy się z pojazdów, Paweł fachowym okiem obrzucił teren i stwierdził, że tu zrobimy ognisko. Decyzja zapadła, zatem ruszyliśmy w teren.

Paweł prowadził znów. Było dość mokro od spodu, potem zrobiło się jeszcze ciut od góry, ale pokazaliśmy poprzednio, że na nas żadne H2O nie robi wrażenia. Nasz przewodnik pokazał nam nienaturalne (w jego mniemaniu) wgłębienie, z sąsiadującym z nim równie sztucznie wyglądającym szczytem. Zapytał, czy nie sądzimy, że to jest ludzką ręką wyprodukowane. Z niepokojem zapytałam, czy nie każe nam tego wyrównywać, ale zapewnił, że nie. Wtedy jednogłośnie stwierdziliśmy, że tak, że ludzką. Skoro nie my to mamy porządkować, to co nam szkodziło?
Następnie Paweł pokazał nam ukryte w Puszczy plantacje porzeczki i żurawiny. Sprytnie schowane przed ludzkim okiem źródło dodatkowego dochodu zaznaczyliśmy na mapie. Poczekamy, aż dojrzeją i podłączymy się do witamin. W dalszej wędrówce zobaczyliśmy piękne nasadzenia trawy, profesjonalnie zabezpieczone przed zniszczeniem wysokim ogrodzeniem. Podziwiamy pomysłowość gospodarzy lasu - trawa już jest tak wysoka, że spokojnie na wiosnę można będzie w niej uprawiać turystykę erotyczną.

Zażywając intensywnie kąpieli borowinowych (chciałabym tylko zareklamować temperaturę wody, wydawało mi się, że powinna być dodatnia) szliśmy dalej. Myślałam, że szukamy choinki dla naszego wodza, ale kiedy poprowadził nas w stronę szyldu pt. "świeże ryby" zrozumiałam, że chodziło o produkty spożywcze.

Minęliśmy jednak zabudowania i szliśmy dalej. Zaczęłam się obawiać, że będziemy kłusować, ale znów się myliłam. Okazało się, że naszym zadaniem dnia była pomoc przyrodzie. Chyba. Otóż trafiliśmy w miejsce, gdzie bober męczył się dewastując rodzimy drzewostan. Paweł, jak to on, zaproponował pomoc. Raźno wymienił szczękę na bardziej agresywną i zajął się pozostawionym przez bobera drzewem. Ponieważ ślady zębów, jakie zostawiał na drzewie były zdecydowanie inne, odradziliśmy mu dalszą działalność dewastatorską, obawiając się, że leśniczemu może się to nie podobać. Bober zachował się godnie, w zamian za niewielką pomoc poczęstował nas Dębowym Mocnym i machał nam długo na pożegnanie.

W trakcie wędrówki załapaliśmy się też na skoki. Wprawdzie przedskoczek po wypróbowaniu terenu i wylaniu wody z butów stwierdził, że trasa się do skoków nie nadaje, ale przecież nie będzie byle przedskoczek zniechęcał naszego zawodnika! Eustachy z miejsca, bez rozpędu, bez nart, bez skrzydeł Batmana, przesadził strumień jednym pięknym skokiem, lądując prawdziwie profesjonalnie i nie mocząc sobie nawet sznurowadeł. Jednym głosem zawołaliśmy WOW i zadecydowaliśmy, że bezimienny strumień zostaje nazwany Strumieniem Eustachego. Paweł nie wyraził zgody, zatem trzeba znów myśleć nad nazwą.

Dotarliśmy do byłego młyna. Droga do niego była dość stroma, każdy jechał, na czym miał - świetnie sprawdziłyby się plastikowe worki, ale odrzuciliśmy je jako nieekologiczne. Na dole Paweł wydał polecenie służbowe, że mamy iść na mur, który pozostał po młynie. Ponieważ nie miał broni, posłuchaliśmy. Zarządził, że będziemy otóż mieli za chwilę profesjonalną sesję zdjęciową. Spojrzeliśmy po sobie w popłochu. Urody nigdy nam nie brakowało, sztuka w sztukę kalendarzowe twarze i sylwetki, ale odzież nieco psuła nam image po tych borowinowych kąpielach z góry i z dołu. Ale kto się Pawłowi sprzeciwi?
Ustawiliśmy się grzecznie, ułożyliśmy twarze jak kto umiał najlepiej, a po drugiej stronie muru Sylwester próbował ustawić aparat na plecaku. Po półgodzinie stwierdził, że zrobi nam normalnie. Zrobił.

Swaq otrzymała polecenie poinformowania Chrisa, że może już podjeżdżać i zrobić fajera, bo my idziemy. I poszliśmy. Ćwicząc jazdę figurową, próby lotów oraz inną aktywność fizyczną snuliśmy wizje. W aucie Pawła ciągle był nasz miód, więc oczyma duszy widzieliśmy Chrisa, jak rozbiera czerwoną błyskawicę i dobiera się do naszych skarbów. Okazało się, że szkoda było marnować czas. Auta stały, a Chrisa nie było. Jedreka19488 rzucił propozycją, żebyśmy wrócili do lasu i poczekali, aż Chris przyjedzie i rozpali fajer, ale nie wiedzieliśmy, kiedy to nastąpi. Naściągaliśmy z lasu mokrego drewna i akurat, jak już było naskładane wystarczająco dużo, pojawił się Chris. W ramach pomocy w zajęciach pirotechnicznych przywiózł najświeższą ofertę z reala. Oferta była słabą pomocą, bo drewno było naprawdę mokre, zatem nad ogniem odprawił czary Eustachy. I to pomogło. Upiekliśmy, co mieliśmy, obejrzeliśmy widowiskową akcję wyciągania jabłka z ognia, odebraliśmy swój miód i rozjechaliśmy się do domów. Piękni, szczęśliwi jeno cokolwiek ubłoceni.

p.s. Nie opisałam przeprawy przez obszary wysokiego napięcia, bo to pewnie tereny wojskowe były i wolę się nie narażać. Jeszcze mi kurtkę i portki odbiorą i będę musiała paradować po lesie w szlafroku.
Ignorancję można skorygować przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla.
Ostatnio zmieniany: 4 mies., 3 tyg. temu przez Swaq.

4 mies., 3 tyg. temu Odp: 18 grudnia 2011 - kolejna wyprawa :) #3075

  • Romana
  • Offline
  • Traper (KK)
  • Posty: 126
Witam wielce serdecznie!
Relacja DorotyM z wycieczki 18 grudnia jest PRZEUROCZA! Dusza się śmieje i nie tylko dosłownie, nie mówiąc o reszcie człowieka! Czy macie jakąś nagrodę własną lub „zapoznaną” spod znaku Goncourtów czy Nike w kategorii takich relacji? Jeśli tak, to zgłaszam natychmiast tekst DorotyM i na życzenie piszę obszerne uzasadnienie, Jeśli nie, to trzeba taką nagrodę niezwłocznie utworzyć (przyznawaną raz w roku), aby dokonania w rodzaju „dorotowych” znalazły godziwe i publiczne uznanie.
Planujecie kolejną wyprawę – Sylwestrową. Pozazdrościć z odległości Krakowa! Czekam na równie barwną relację. Przyznam się, że znam – dzięki jak zawsze przemiłej i serdecznej Swaq (mam nadzieję, iż nie obrazi się za publiczne „zdradzenie”) – program wycieczki. Trochę mi tam brakuje smakowitego, zwłaszcza w wersji odgrzewanej w kociołku nad ogniskiem, „myśliwskiego bigosu”. Niemniej jednak można zabrać ze sobą bez kłopotu składniki i przyrządzić na miejscu „potrawę” wedle poniższego przepisu:
Przygotować pół miarki radości,
szczyptę pogody ducha, kwartę serdeczności,
dwanaście centymetrów uśmiechu, kilogram życzliwości,
pięć gramów dobrego humoru, tolerancji ze dwie garści,
odrobinę szaleństwa, trzy szklanki szczęścia,
dwie łyżki wolnego czasu, garstkę otwartości
oraz spory zapas Wiary, Nadziei i Miłości.
Całość wymieszać energicznym ruchem,
dwa razy zakręcić przy tym brzuchem,
długo podgrzewać w cieple ogniska
i patrzeć, jak to wszystko na twarzach przyjaciół rozbłyska!

Do siego Szczęśliwego Nowego Roku !!! - Romana

4 mies., 3 tyg. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #3077

  • DorotaM
  • Offline
  • Traper (KK)
  • Posty: 228
Dziękuję pięknie za dobre słowo. Relacja moja miała za zadanie zachęcenie większej ilości wędrowników do dołączenia do nas. Naprawdę - fantastycznie spędzamy razem czas, także pożytecznie dla kniei No po prostu - jest bosko Nie śmiem zatrzymywać tego dobra tylko dla siebie - dlatego zapraszam
Ignorancję można skorygować przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla.

4 mies., 2 tyg. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #3093

  • Romana
  • Offline
  • Traper (KK)
  • Posty: 126
Z racji wieku i doświadczenia życiowego na różnych frontach (no bo nie "z urzędu" przecież) stwierdzam: DorotaM jest osobą bardzo skromną, niezależnie od zaprezentowanych wcześniej cech: umiłowania kniei Bukowej, poczucia humoru i sporego talentu literacko-reporterskiego.

CAŁKIEM POWAŻNIE zwracam się z prośbą do Administratora i Moderatorów portalu o rozważenie ustanowienia przynajmniej wyróżnienia, na przykład pod tytułem "Kronikarz Roku". Według mojego, ubogiego z pewnością, rozeznania w relacjach z wycieczek do Puszczy, do takiego tytułu mógłby konkurować z pewnością także Chris. Oceniać można relacje tekstowe, a także fotograficzne.

Mogę liczyć na czyjeś poparcie???

4 mies., 2 tyg. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #3094

  • Paweł
  • Offline
  • Szaman (KK)
  • Posty: 801
Masz moje poparcie Ze swojej strony mogę ufundować nagrodę - słoik Ślężańskiego Miodu.

4 mies., 2 tyg. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #3097

  • DorotaM
  • Offline
  • Traper (KK)
  • Posty: 228
W kategorii fotograficznej z Chrisem dzielnie konkurują Sylwester i Eustachy... W pisanej jest mniejszy tłok
Ignorancję można skorygować przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla.

4 mies., 2 tyg. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #3111

  • Romana
  • Offline
  • Traper (KK)
  • Posty: 126
Jejku! Prawie osłabłam - tak szybkie i TAK WYSOKIE RANGĄ (Redaktora Pawła) poparcie mojej prośby! Dziękuję serdecznie!
Kto da więcej ... NIE, ZUPEŁNIE INACZEJ - kto jeszcze DA POPARCIE? Bo przecież chyba nie o nagrody "rzeczowe" tu przede wszystkim chodzi, chociaż wyobrażam sobie radość utytułowanego "Kronikarza Roku" z racji otrzymania słoika niewątpliwej pychoty, i jakże eko-słodyczy, może nawet leśnej w smaku - zależy gdzie te ule stoją.
Zdaję sobie w pełni sprawę, że dla nadania "orderu"/tytułu potrzebna by była jakaś Kapituła, oczywiscie utworzona z grona osób, które niejedną zelówkę na Bukowych ścieżkach zdarli, tudzież niejedne buty lub inne części odzieży wyrzucili z powodu przegnicia w błocie. Jednakże w dzisiejszych czasach utworzenie takiej Kapituły nie wymaga już jedności miejsca i czasu (zebranie), wystarczy kilka telefonów czy maili. Ponadto powinien powstać jakiś regulamin przyznawania wyróżnienia, ale może on przybrać formę najprostszą: "po uważaniu", głosowanie zwykłą większością, w przypadkach 50/50 rozstrzyga głos przewodniczącego Kapituły. No i powinna być jakaś "laurka" - coś papierowego do oprawienia w ramki i zawieszenia na ścianie lub włożenia do szuflady z napisem "dla późnych wnuków".
Wiem, nawet te telefony, maile i różne inne też wymagają czasu, którego zawsze brak. Może jednak warto?

Ze swojej strony dla Kapituły deklaruję (po zawiadomieniu odpowiednio wcześniej) bigos do odgrzania nad ogniskiem (w porze zimowej) lub inną potrawę, przesłaną kurierem na podany adres w stosownych pojemnikach - tylko odgrzać w kociołku nad ogniskiem. Dla "utytułowanego" może też coś spożywczego lub inny drobiazg, wedle dnia i możliwości.

PS. DorotaM znowu wykazała się skromnością, "wystawiając" kolegów. Nie potwierdzam, nie zaprzeczam, czyli ogólnie "no comments" - ja mogę mieć swoje preferencje, ale cóż ja wiem o dzisiejszej Puszczy Bukowej? Czas i okazja może pozwolą, że wyślę fotki z lat 50-tych - wtedy jako dziecko ją pokochałam i to uczucie pozostało mi do dzisiaj.

4 mies. temu Odp: Wycieczki Klubu Kniejołaza #3327

  • DorotaM
  • Offline
  • Traper (KK)
  • Posty: 228
Wczorajsza wyprawa w knieje rozpoczęła się od problemów transportowych. Z cudzych pojazdów korzystała Swaq, a także Paweł z Sylwkiem, Jędrek, Blizbor i ja. Dobrze, że reszcie auta działały, bo byśmy się nachodzili...
Na miejsce startu jako pierwsza dotarła Chrisowa skoda z zawartością. W trasie wysłuchaliśmy wykładu Chrisa na temat najnowszych trendów odzieżowych w turystyce. Poza babeczkami, które upiekłam w ramach rewanżu za transport, dojechała też Swaq, Blizbor, Jędrek, ja, Chris oczywiście i nasze klamoty. Chwilę później pojawił się Junga. Delektując się wypiekami, poprawiając odzież, prowadząc wysokointelektualną konwersację, czekaliśmy na pozostałych. Po sesemesie, że właśnie robią zakupy, postanowiliśmy przeprowadzić specjalne szkolenie dla Szefa, na temat "wpływ spóźniania się na zimowe spotkania na intensywność koloru nosów u uczestników imprezy". Terminu i miejsca spotkania szkoleniowego nie ustaliliśmy, bo srebrną błyskawicą przyjechali spóźnialscy i nie wypadało dalej dyskutować. Szkoda, że nie było Pawła. Wysiadł jakiś nieznany gość w wełnianej czapeczce. Wyszarpał od Blizbora przeznaczony dla Pawła kompas i zaczął się przeglądać w doczepionym do kompasu lusterku. Kiedy lusterko odcięło (ze względu na swoją wielkość, a nie krwiożerczość)gościowi czapeczkę, rozpoznaliśmy Szefa... Jednak bez czapki właściwej jest kompletnie nierozpoznawalny...
Po wsparciu całej ekipy babeczkami, ruszyliśmy w wyznaczonym kierunku. Celem imprezy było odnalezienie, pomiar, zlokalizowanie dżipiesowe oraz obfotografowanie morowców. Czyli kamieni ustawionych dawno, dawno temu (1773) dla odstraszenia zarazy (ponoć), a ukrytych przed nami z nieznanych powodów przez czas i ludzi.
Poszukiwania ruszyły z kopyta. Znaleźliśmy dwa kamienie, na których nie zdążono niczego wyryć (może zaraza była zbyt blisko i się rzeźbiarz wykończył, zanim wykończył robotę), ewentualnie być może napisy są po stronie niedostępnej, co można sprawdzić po użyciu dźwigu w celu obrócenia potworów. Chris wyciągnął profesjonalny notatnik, a także centymetr i podzielił zadania. Jędrek i ja mierzyliśmy kamyki, Swaq i Junga oznaczali pozycję, Swaq świeciła słoneczkiem, Chris z Eustachym robili zdjęcia, reszta mądrzyła się nam nad głowami. No dobra, Paweł się mądrzył. W tak zorganizowanej ekipie praca paliła nam się w rękach. Eustachy prowadził nas po trasie jak po ogródku teściowej - tu jest ten, tam taki inny, a jeszcze dalej ten najładniejszy...

IMG_6707.jpg


Przyznaliśmy mu rację - był najładniejszy. Paweł zagonił nas do wspólnego zdjęcia. Najpierw kazał nam obstąpić kamień, a potem nam wyrzucał, że go zasłaniamy. Nie nasza wina, że kurduplaty był, a nas sporo... Zdjęcia zostały zrobione i ruszyliśmy dalej.

IMG_6710.jpg


Dotarliśmy do Diabelskich Rozdroży (nazwa moja). Krzyżowała się tam połowa puszczańskich dróg ( a przynajmniej osiem). Paweł opowiedział nam, jak to tutaj diabeł ludzi sprowadza na manowce i kieruje zamiast do domów, na plantację erotycznych traw nadleśnictwa. Odprawiliśmy egzorcyzmy, żeby się to nam nie przydarzyło, bo co na to nieobecne żony? Chyba mamy u diabła fory, bo udało się przejść bez zmylenia drogi. Kamienie były różne. Mniej lub więcej wystawały z ziemi, były po prawej lub lewej stronie, po czym się skończyły.

IMG_6716.jpg


Paweł kazał nam się rozleźć po lesie i szukać brakującego. Znalazłam podwozie od jakiegoś auta, opakowania po oleju, sporo odzieży nie tylko roboczej, połowę porcelanowej muszli klozetowej oraz oponę od ciągnika. Reszta odniosła podobne sukcesy, jak ja. Doszliśmy do autostrady i podjęliśmy decyzję, że przechodzimy na drugą stronę. Idąc poboczem pozdrawialiśmy przejeżdżających kierowców. Dotarliśmy do mostka. Przeszliśmy pod i wyszliśmy znów na górę. Szukając pierwszego morowca po drugiej stronie mało nie wybiłam zębów, kiedy jeżyna zaparła się rozebrać mi spodnie bez rozpinania i poleciałam do przodu. Wrodzona gracja ocaliła moje oblicze. Chwilę później zauważyłyśmy ze Swaq, że Junga odprawia tajemnicze rytuały. Pewnie się modlił, żeby jak najszybciej pozbyć się naszego towarzystwa, bo kiedy wstał, oddalił się od nas pośpiesznie.

IMG_6741.jpg


Nie pamiętam, kiedy szykowaliśmy napad. Przed czy po przejściu autostrady. Poza pierwszymi trzema morowcami, kompletnie pozajączkowała mi się kolejność. W każdym razie - udało nam się wypatrzyć w niewielkiej odległości poszukiwaczy złotych zębów, min przeciwpiechotnych i innego wyposażenia poprzednich użytkowników Puszczy Bukowej. Jędrek rezolutnie zaproponował uzupełnienie wyposażenia klubowego, co spotkało się z entuzjazmem. Naszym, bo poszukiwacze zwiewali, aż zamieć z liści się zrobiła. Nie dogoniliśmy ich z nieznanych przyczyn. A! Morowców szukaliśmy... Już sobie przypomniałam...
W każdym razie ostatniego morowca oznaczyliśmy prawie przy ludzkich zabudowaniach. Był jeden taki, który posiadał jamę. Paweł radośnie zaproponował, żeby któraś z nas wsadziła tam rękę. Nie pcham żadnej części ciała nigdzie tam, gdzie mogą być pająki, a Swaq też wyrywna nie była. Zatem Paweł wziął kija i wysprzątał jamę do zdjęć. Dzięki temu Chris z Eustachym mogli wtyknąć tam swoje ekskluzywne sprzęty do fotografowania.

IMG_6745.jpg


Kiedy odbiliśmy się od ogrodzenia przy zabudowaniach, padła decyzja o powrocie. Chwilę zastanawialiśmy się, czy nie przesunąć naszej granicy, bo akurat słupek był mobilny i bardzo nas korciło, ale ostatecznie zrezygnowaliśmy. Wracając okazało się, że każdy ma swoją wersję drogi powrotnej i prawie mnie rozerwało jak żabę. W końcu zdecydowałam się iść za Swaq, bo wzrostowo jest zbliżona, a i teren wybiera jakiś przyjaźniejszy dla małych stóp. Przy Diabelskim Rozdrożu udało nam się nie zabłądzić znów (chyba te żony nad nami czuwały), a kawałek dalej znów spotkaliśmy poszukiwaczy skarbów (choć Swaq głośno zasugerowała, że może nie szukają niczego, tylko produkują). Udawali, że ich nie ma.
Dotarliśmy do pojazdów i rozpoczęła się dyskusja, dokąd jedziemy na ognisko. Paweł obstawiał Śmierdnicę, Chris Kołówko. Ponieważ stał na wylocie i okazało się, że będzie prowadził, podjechaliśmy do Kołówka. Niestety, ognisko było zajęte. Już słyszałam w wyobraźni rechot Pawła... Prowadzenie przejął Eustachy i podjechaliśmy pod ognisko w Śmierdnicy. Też zajęte... Ostatecznie ostaliśmy się pod Gorzowem. No dobra... Prawie. Ognisko paliliśmy pod Daglezją. Ogólnie zostaliśmy przywitani tortem, szampanem, a drewno było już pięknie ułożone przy samym ognisku. Szkoda tylko, że nie chciało się palić... Blizbor złapał za siekierę i w szale rąbał wszystko, co nie zwiewało. Koledzy kierowali jego agresję na rzeczy zbędne, dzięki czemu wkrótce mieliśmy jakieś 7 kg zapałek. One jednak też nie chciały się palić. Używając mojej niemieckiej dymarki (jak chuchadło ochrzcił Jędrek), a także własnego sprzętu (jednoosobowej karimaty dla anorektyków)- Chris zabrał się za walkę o płomień. Odkrywając na każdym kroku analogie do naszego cudownego sylwestra, po dwóch godzinach udało się rozpalić nieco ogień. Chris przechodził samego siebie - wybudował najpierw pagodę nad ogniem, w której prawie stracił kiełbasę Eustachy, potem zamiatał las do ogniska, żeby było większe - szalał, starając się zaspokoić nasze wygórowane wymagania w temacie ogniska. Na szczęście otrzymał wsparcie od Sylwka, który przyciągnął kupę prawdziwego drewna, dzięki czemu pomarańczowe języki zaczęły się śmielej pojawiać na zewnątrz i prawie sfajczyły mi fryzurę.
Ponieważ rajd był dość krótki, musieliśmy nadrobić ogniskiem... Poruszając wszelkie możliwe i niemożliwe tematy dotrwaliśmy do zmroku. Chris uparcie palił wszystko, co się dało, a do naszego leksykonu przybył zwrot "dorzuć do ognia tutaj, bo się za bardzo pali".

IMG_6751.jpg


Po konkursie na najlepszą latarkę z Lidla rozparcelowaliśmy się po pojazdach i ruszyliśmy w stronę miasta. Jechało się sympatycznie, jak zwykle z NASZYMI, a potem Paweł próbował mi zarąbać auto. Cóż. Wiem, że jego się zepsuło, pamiętam, że trzeba się dzielić, ale Toyoty i szczoteczki do zębów nie pożyczam Na szczęście nie jestem malutka i bezsilna - auto ciągle jest moje...

Bardzo dziękuję za fantastyczny dzień, znów mnie brzuch boli ze śmiechu, a odzież pachnie wędzonką. Jeszcze się dobrze nie rozstaliśmy, a ja już za Wami tęskniłam, zatem szykujcie szybko kolejny wypad, zanim mi serce pęknie.
Ignorancję można skorygować przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla.
Ostatnio zmieniany: 4 mies. temu przez Chris.
  • Strona:
  • 1
  • 2
  • 3
Wygenerowano w 1.53 sekundy