Niestety ja nie miałem tyle szczęścia i przez chwilę w moim przypadku powiało grozą.
Wiedziałem, że muszę uważać, ale ponieważ wcześniej nie spotykałem tu pterozaurów, a mając na uwadze ich rozmiary myślałem, że po prostu usłyszę jak nadlatują i w porę się wycofam.
Byłem właśnie przy gnieździe i robiłem zbliżenie jaja, gdy nagle, bez ostrzeżenia potężna siła poderwała mnie w powietrze. Odruchowo w panice, trzymając w ręku fona, zdążyłem zrobić jeszcze jedno zdjęcie z góry – ostatnie przeszło mi przez myśl.. Gadzina lawirując ze mną niezdarnie (spora waga) między gałęziami drzew starała się nabrać wysokości i niechybnie prędzej czy później by to uczyniła, a wtedy, z wysoka aż strach pomyśleć, by mnie pewnie zrzuciła dla obezwładnienia i spokojnej uczty. Jednak niebezpieczeństwo tak szybko jak się pojawiło, równie szybko za sprawą sporej grupy żerujących niedaleko dzików zostało zażegnane. Mój niedoszły oprawca zwyczajnie mnie będącego "w syntetycznej panierce" porzucił, dla bez wątpienia smaczniejszego kąska w postaci młodego warchlaka.
Było groźnie – ale żyję
Jak na ironię, dziki żerowały po północnej stronie grzbietu 200m na zachód od zagadki Drachima

Inicjały: TP
Pozdrawiam, dj