Nie wiem, Swaq zdawała sobie sprawę z tego, co robi inicjując ten temat w sytuacji, kiedy JA, Romana, mam dostęp do forum ...
Żartuję oczywiście, postaram się "nie zagadać" towarzystwa, choć wspomnienia z dziecinnych lat w Dąbiu są mi szczególnie miłe i drogie. Chętnie poczytałabym jednak wspomnienia (obejrzałabym zdjęcia) równolatków (np. - chyba - Jedreka 19488) i młodszych.
Teraz z czasem u mnie trochę krucho, więc króciutko + fotografie (lata 1952 lub 1953) - o ile uda mi się załączyć (ciagle trudne dla mnie te klocki komputerowe).
W zimie "obowiązkowy" był przynajmniej jeden kulig: duże sanie z konnym zaprzęgiem "wynajmowało się" gdzieś w okolicach Goleniowa. Służyły drobnicy dziecięcej i osobom w wieku zaawansowanym. Do nich doczepiano sanki, jakie kto tam miał. Rodziny powiązane sąsiedzko lub znajome i zaprzyjaźnione z innej "przyczyny". Ubiory wedle zasobów posiadanych: i czapka czy ciepła chustka, i kaszkiet, i kapelusz; zwykły płaszcz zimowy lub kurtka z UNR-y; obuwie podobnie - byle stosownie do temperatury ciepłe było.
W któryś tam, raczej późniejszy dzień majowy "obowiązkowa" zaś była MAJÓWKA. Znów "wynajmowało się", ale wtedy duży wóz drabiniasty wyłożony słomą, którym jechało całe towarzystwo wraz z przygotowanym wcześniej prowiantem do LASU.
Przypominam, iż w tamtych latach (i jeszcze długo potem) pracowano w sobotę do godz. 13. Na "imprezy" leśne przeznaczyć można więc było tylko niedzielę lub jakiś ekstra dzień świąteczny.