Pomysłodawcą Ekova był mój kolega Mirek K. zapalony ekolog i rowerzysta.Miało to być miejsce w w którym mogliby zamieszkać ludzie o podobnych do jego poglądach.Mirek chciał stworzyć miejsce,w którym ludzie mogliby budować drewniane domy i w nich żyć i mieszkać zgodnie z naturą.Na swoje utrzymanie mieli zarabiać hodowaniem warzyw z uprawy ekologiczej,sprzedażą koziego mleka(jedna koza eksperymentalnie była-wabila się Blanka i wcinała wszystko co było w zasięgu jej pyska),rękodzielnictwem,wyrabianiem naczyń z gliny.itp.Mirek w tym miejscu chciał przeprowadzać warstaty ekologiczne,gdzie ludzie mogliby zapoznawać się z zasadami zdrowego żywienia,oraz kwestiami dotyczącymi podstawowego,czyli domowego wpływu na środowisko i co możemy w tej kwestii zrobić.Oprócz tego miały być organizowane obozy ekologiczne(dwa się odbyły),gdzie w luźnej zabawowej formie były przekazywane takie treści.Jednak wizja Mirka była wizją,a życie,życiem.Większość ludzi przyjeżdała do Ekova w ładną pogodę,aby głównie odpoczywać,popływać w jeziorze itd.czyli na barkach głównie Mirka i niewielu osób (także moich) było robienie czegokolwiek,żeby to miejsce funkcjonowało.Ja z kolegą Jarkiem byliśmy od spraw sportowych,pomagaliśmy też w budowniu wszystkiego Mirkowi.Zbudowaliśmy mały ośrodek sprawności fizycznej.Był tam drążek,lina do podciągania,makiwara do treningu karate.W czasie obozów robilismy treningi dla chętnych,lub uczyliśmy ich prostych gimnastycznych ćwiczeń i akrobacji.Dzięki niewielu osobom powstał wtedy pomost,kibelek,stół i ławki,legendarna szopka z widokiem na jezioro w której każdy chciał spać,a nie w namiotach.Było pole namiotowe przy jeziorze obłożone wielkimi polnymi kamieniami,w późniejszym czasie zbudowaliśmy tam duże zadaszone miejsce pod którym mozna było palić ognisko i siedzieć,a nawet spać prawie pod gwiazdami gdy padał deszcz...Piękne to było miejsce i dla mnie był to azyl od codzienności.Spędzaliśmy tam wiele czasu i zawsze ciężko mi było stamtąd wyjeżdżać.Jednak Mirek zaczął w pewnym momencie zauważać,że mało osób garnie się do tego by pomóc mu realizować jego wizję tego miejsca,doszły jeszcze do tego kwestie finansowe i Ekovo-ziemię nad jeziorem sprzedał....Wraz ze sprzedażą miejsce to funkcjonowało coraz gorzej.Nowy właściciel część naszej pracy zlikwidował,o inne rzeczy w ogóle nie dbał,nie kosił trawy,więc większość miejsc i ścieżek po prostu zarosła.Ekovo upadało,co z każdym "przypadkowym" tam przyjazdem rowerem zauważałem.Miejsce zadbane przestało istnieć,co niestety mnie smuci,ale wiele dobrych wspomnień stamtąd i kilkanascie fotografii miejsca i ludzi pozostało...Jeśli uda mi się je zeskanować u kogoś,to postaram się je tu wkleić.Pozdrawiam.